Mondraker Scree to jeden z najciekawszych e-bike’ów typu MTB od hiszpańskiego producenta. Wiele rzeczy się tutaj zgadza – mocy i zasięgu nie zabraknie, a rower wygląda bardzo efektownie.
Jak twierdzi sam producent, Scree czerpie pełnymi garściami z elektrycznych jednośladów enduro tej marki i to widać. Ot, chociażby przez wykorzystanie autorskiego systemu Zero Suspension, który osadza tylny damper bardzo nisko w ramie, dzieląc rurę podsiodłową i obniżając środek ciężkości.
Nisko osadzone, pełne zawieszenie
Rama została wykonana w całości z aluminium, ale mamy za to pełne zawieszenie od RockShox lub Fox – z tyłu skok to 130 mm, z przodu zaś 150 mm. A moc? Ta zostanie zapewniona przez silnik Bosch Performance CX Gen 5, który po aktualizacji wykręca 100 Nm momentu obrotowego. W zestawie mamy także flagowy wyświetlacz od Niemców – funkcjonalny panel Kiox 400. Nie brak także małego kontrolera, który znajdziemy na kierownicy.

Bateria to jeden z mocnych punktów tego modelu – w bazowym wariancie Scree S 600 znajdziemy co prawda ogniwo 600 Wh, ale w pozostałych o oznaczeniu S, R oraz RR możemy liczyć na akumulator 800 Wh. Kable poprowadzono wewnątrz ramy, a bezpieczeństwo łańcucha podczas jazdy zapewni miękka, plastikowa osłona.
Czytaj także: Rower elektryczny z silnikiem DJI prosto z Czech. Crussis przyszykowało świetny eMTB
Osprzęt od SRAM to gwarancja jakości
W trzech bazowych wariantach znajdziemy bardzo solidny napęd – to SRAM 70 Eagle, jedynie w topowej wersji postawiono na grupę SRAM S1000 Eagle AXS T-Type z bezprzewodową, elektroniczną przekładnią. Hamulce to także hydrauliczne tarczówki SRAM w wariantach DB6 lub DB8. Oczywistością są także szerokie opony – to 29-calowe ogumienie Maxxis Dissector o przekroju 2,6″.

Cena? No i tu może być największy problem, choć raczej trudno było spodziewać się, że będzie tanio. Podstawowy model Scree S 600 wyceniono na 5199 euro, czyli ok. 22 tysiące złotych. Za najwyższy wariant – Scree RR – płacimy z kolei 6999 euro, czyli prawie 30 tysięcy złotych.

