Engwe to chiński producent rowerów elektrycznych, który większości z nas kojarzy się głównie z tanimi jednośladami. A to błąd – do sprzedaży w naszym kraju trafił flagowy Mapfour N1 Pro, który wygląda bardzo nietuzinkowo, a to nie jedyna dobra informacja.
Engwe Mapfour N1 Pro to elektryczny rower, który potrafi przykuć oko – projekt ramy jest bowiem naprawdę efektowny, co przejawia się chociażby w rezygnacji z rury podsiodłowej. Co ważne, szkielet został wykonany z całości z karbonu, co znajduje odzwierciedlenie w wadze roweru – to 19 kg.
Silnik od Anandy z pewnością da radę
Ten efektowny, elektryczny „mieszczuch” skrywa także spory zapas mocy – za ten odpowiada silnik marki Ananda umieszczony w suporcie o momencie obrotowym 80 Nm, co jak na miejską przestrzeń jest zupełnie wystarczającą wartością. Napęd oparto z kolei o sprawdzony, siedmiobiegowy wolnobieg od Shimano.

Skoro rama z karbonu, to żadnym zaskoczeniem nie jest zastosowanie sztywnego widelca – włókno węglowe z pewnością pomoże jednak w tłumieniu drgań. Bateria o pojemności 10 Ah ma pozwolić na przejechanie nawet 100 km w trybie Eco, a jej ładowanie przy wykorzystaniu szybkiej ładowarki potrwa zaledwie 1,5 godziny. Nieźle, prawda?
Rower wyposażono także w hydrauliczne hamulce tarczowe o średnicy 160 mm, jak również duży, kolorowy wyświetlacz LED. Opony to raczej miejski standard – mamy tutaj 28-calówki w rozmiarze 47-622 (szerokość 1,75″).
Czytaj także: Ten eMTB od Ecobike wygląda świetnie. Bateria to aż 960 Wh!
Rower ma być bezpieczny. Szereg zabezpieczeń od Engwe

Cieszy także fakt, że Engwe nie zapomniało o swoich coraz częściej spotykanych technologiach zabezpieczeń – rower posiada bowiem system antykradzieżowy, który bazuje na aplikacji mobilnej i monitoruje rower 24/7. Możliwe jest chociażby ustawienie specjalnego „geo-ogrodzenia”, czyli obszaru, poza który nie można wynieść roweru. W przeciwnym razie zostaniemy o tym fakcie szybko poinformowani. Do tego mamy inteligentne oświetlenie oraz stale działający moduł GPS.
Engwe Mapfour N1 Pro – co nie dziwi – to najdroższy rower w portfolio tej marki. Cena 9409 złotych – jak na rower z karbonu z solidnym silnikiem – i tak jednak wydaje się przyzwoita.

